niedziela, 19 października 2008

Witam po paru dniach ciszy... Tyle się dzieje, że nie za bardzo był czas pisać :) Jak z resztą niektórzy wiedzą, życie Erasmusa toczy się głównie poza mieszkaniem;)
I tak, w środę ( to już prawie tydzień temu?!) byłam na pierwszym oficjalnym spotkaniu na uczelni. Na tę okoliczność otworzono nawet nowy kampus...żartuje. Akurat tak się trafiło, że była to oficjalna inauguracja roku akademickiego, więc uczelnia aż kipiała od różnorakich bankietów, uroczystych prezentacji nowych budynków i spotkań z Bardzo Ważnymi Uczelnianymi Personami. Był czerwony dywan, kwiaty i cukierki:) Mustafa, który się nami "opiekuje" - jeden ze studentów Yasaru, były erasmus na UW, wyjątkowo plackowaty chłopak - czekał już na nas i towarzyszył nam przez cały dzień. Razem z naszymi opiekunkami z International Office - Ayselin i Oce przespacerowaliśmy się po kampusie - budynek prawa i polibudy się chowają moi drodzy ;). Wszystko brand new, ściany jeszcze pachną farbą. Zajrzałam do jednej z sal i ... trafiłam na studio fotograficzne (!!!) Mają tu wlasne studenckie radio i laboratorium foto - może uda się wkręcić na jakieś zajęcia związane z mediami? :) Poszliśmy tez do wielkiej cafeterii, gdzie znów za free zjedliśmy mega wileki obiad z deserem:) Na koniec " Słowo Boże " od Ayselin ( np. " Pamiętajcie, że w Turcji mało kto przestrzega zasad ruchuu drogowego. Tu jest inaczej - to auto ma pierwszeństwo przed pieszym. A jak już za pewne zauważyliście przejść dla pieszych tu jak na lekarstwo". ) i znów tydzień wolnego. Dopiero dzisiaj byłam na uczelni od tego czasu - i znów za wiele się nie dowiedziałam - tyle co przydzielono nam dwie mentorki - miłe Turczynki, powedziano nam kto jest naszym koordynatorem wydziałowym i ...że jest straszny bałagan z rozkładami zajęć, więc jeszcze nic nie wiadomo na 100%. Podobno lepiej ma byc w przyszłym tygodniu, jak zajęcia już będą trwały ( trochę mi to przypomina nasz cudowny AWF!;)) Na jutro umówiliśmy się z naszym koordynatorem, żeby dograć learnings agreement. Nie chcemy siedzieć znów całego tygodnia w Izmirze - nie to żebym się nudziła, ale szkoda pogody na siedzenie w miejscu ( jest cieeeepło, słonecznie i w sam raz) - więc w czwartek prawdopodobnie zapakujemy się do autokaru wraz z erasmusami z EGE University i pojedziemy na weekend do Stambułu :D !!! Miszka, szykuj się ;))))
W czwartek poszliśmy a polecony bazar z warzywami, owocami i rybami ( bardzo blisko nas, jakieś 10 min spacerkiem). Co tydzień rozkładają na nim stoiska z różnymi smakołykami poukładanymi w idealne stosy. Nie wiem ile to zajmuje tym ludziom, ale podziwiam ich. Komu u nas by się tak chciało? Spójrzcie na fotki - naturalne, zdrowe warzywa i owoce, błyszczące bakłażany, przyprawy, orzechy ( pistacje - mm! - jak mi tyłek urośnie to tylko przez orzechy! ) i uśmiechnięci ludzie. Wszyscy zachęcają do kupna ( a co!), chcą się targować. I tu odniosłam w pierwszej chwili nieświadomy sukces...otórz chcialiśmy bardzo spróbować róznego rodzaju fasoli - jest nas trójka + czasem wpadający na obiad Tomek, więc powiedziałam do Pana Od Fasoli - 1 kg zielonej, 1kg kolorowej i 1kg szparagowej ( zakupy na tydzień lub więcej). CEna 1,25 YTL za jedną - znacznie niższa niż w sklepie ( Tansas). Pomyślałam, że zaprpoponuje cenę 3 YTL za te 3 kg... Pan pokiwał przeczaco głową...a ja dałam mu jeszcze 0,5 liry i zapytałam czy ok. On kiwnąl z niedowierzaniem głową i powiedział, że ok. Dopiero potem Paweł mi uświadomił, ze na kartce było nappisane " 1,25 YTL
YARIM" co znaczy 1,25 liry za pół kilo....:D Wytargowałam mniej niż pół ceny;P hehehe...nawet nieświadomie. Obkupiliśmy się strasznie..ale warto ceny znacznie niższe.
Po południu pojechaliśmy na posterunek policji załatwic nasze residence permit. Spotkaliśmy naszych znajomych z Torunia i dzięki nim wszystko poszło szybiutko - wiedzieli do którgo okienka najpierw po pieczatkę, a potem do którego pokoju:) Zabrali nam paszporty na jakieś 2 tygodnie, więc narazie o wypadzie do Grecji możemy tylko pomarzyć ;) Tego samego dnia Bartek ( kolega z Torunia, Erasmus na EGE) opowiedział nam, jak spotkał menadżera Arkas Izmir i dowiedział się, że w klubie zaczyna właśnie grę Piotr Gruszka! Dostaliśmy potem osobiste zaproszenie od naszego siatkarza na mecz! :) Poszliśmy w sobotę - było super. Ekipa ok 20 osób z Polski ( Erasmusy) plus nasi znajomi obcokrajowcy pokazała Tureckiej publiczności jak się kibicuje!!! :) Wszyscy na początku patrzyli na nas ze zdziwieniem, ale potem podłapali i zaczęli klaskać i spiewać razem z nami:) Na koniec Piotrek przyszedł do nas nam podziękować , prezes klubu z resztą też, dostałam autograf i umówiliśmy się na kawę następnego dnia :) Bardzo fajny człowiek, inteligentny i skromny. Na pewno jeszcze nie raz się z nim spotkamy, czy to na meczu , czy bardziej prywatnie ( uuu , jedno z moich marzeń się spełniło;) fanka siatkówki i siatkarzy pije sobie najzwyczajnie kawkę z teraz już swoim znajomym - kapitanem reprezentacji Polski :P )
W międzyczasie - czyli w piątek pojechaliśmy na zorganizowaną przez Yasar wycieczkę do Efezu. Mieliśmy piękną pogodę i najlepszego przewodnika jakiego kiedykolwiek miałam okazję posłuchać. Starszy pan, łudząco podobny do mojego geografa z liceum, z ogromną pasją opowiedział nam niemal o każdej efezkiej ruinie ( dziwnie to trochę brzmi) W żadnym przewodniku, nawet Lonely Planet nie wyczytałabym o takich szczegółach i takich ciekawostek , jakie On nam przedstawił:) Zafascynował mnie. Miejsce magiczne - na chwilkę przeniosłam się do starożytnych czasów Celsusa i Hadriana. Jedyne co zrobiło na mnie negatywne wrażenie to wycieczka jakiś rozwrzeszczanych bab ze Wschodu, które paplały jakby przyszły na herbatkę do znajomej. Masakra - do tego ciąle się na nie natykaliśmy. Brr... ae podobno mieliśmy i tak ogromwne szczęście, że było mało ludzi. NAsz przewodnik powiedział nam, że tego dnia do pobliskiego portu mają zawinąć dwa ogromne promy wycieczkowe z ok. 15 tys. turystów. Hmmm... i co Wy na to? To mnie jeszcze tylko utwierdza w i tak już głębokim przekonaniu, że turystyka masowa nie jest dla mnie. Ani jako dla osoby chcącej jakoś podróżować, ani osoby pracujcej w tym sektorze usług. To jakieś nieporozumienie.Kropka.
Co jeszcze? Integrujemy się w gronie erasmusów coraz bardziej, stajemy się zgraną paczką i w pewnym sensie rodziną zasępczą :) Uczymy się swoich kultur, języków i gier. Dzisiaj siedzieliśmy cały wieczór grając w tavlę - turecka gra planszowa i karty - "Osioł" lub jak kto woli " donkey" zrobił furrorę :D
A czy ja w ogóle przedstawiłam moich Erasmusów? Chyba nie... co prawda na zdjęciach są podpisani, ale krótko ich opiszę:
Pawła i Michała nie muszę za bardzo przedstawiać - z nimi studiuję we Wro , z nimi tu mieszkam i ronie praktycznie wszystko;)
Tomek , Magda i Rafał to Warszawiacy, świetni ludzie! Tomek mieszka jakieś 10 min od nas, często u nas przesiaduje, a mieszka z dwoma Słowaczkami - Radką i Gabrielą ( dziewczyny jak narazie integrują się głównie z Turkami ;P ). Magda i Rafał są parą - dwa lata młodni ode mnie. Studiują marketing i zarządzanie, tak jak Tomek ( tylko on na 5 roku).
DAlej mamy dwoje Węgrów : Emese i Gabora. Geografowie, będziemy razem na wydziale. Bardzo pozytywni i sympatyczni. Mieszkają osobno na dwóch końcach miasta, bo nie są parą :P Gabor jest ogromnym, zwalistym facetem, swietnie gra w kosza i bardzo fajnie się z nim gada. Emese , której imienia na poczatku nie mogłam zapamiętac , jest świetna. Bardzo ciekawa osoba. Naszym słoneczkiem tutaj jest rudowłosa Maja, Słowenka, która cały czas gada i się śmieje. Mieszka z turecką rdziną i czasem zabiera na imprezy swoją współlokatorkę Turczynke, która piję wódkę jak smok ;P ( na jednej z imprez pokazała klasę ;P) - nie żebyśmy się tutaj alkoholizowali strasznie - trunki są tu strasznie drogie, a piwo nam nie smakuje....przynajmniej mnie ( uprzedzam pytanie mojej Mamy ;) ) Ta impreza była jednorazowa, zapoznawczo - integracyjna:)
Dalej mamy jeszcze dwóch chłopaków z Uniwersytetu Rzeszowskiego - inż Łukasza i Grześka. Mega pozytywni, bardzo sympatyczni :). Acha...są jeszcze Czesi - Pavel i Jan. Niestety wolą gry komputerowe niż nasze towarzystwo, więc...niech żałują ;) CZęsto psotykamy się tutaj z naszymi znajomymi z pierwszej imprezy ( tej na której zgubiłam komórkę z polskim numerem) - Bartkiem i Dorotą z Torunia , Onurem , Mustafą . Dzisiaj był u nas jeszcze wspólokator Łukasza i Grześka - Tuna ( tak , tuna , jak tńczyk ;P) . Grono znajomych z dnia na dzień się bardzo poszerza. Cały czas mamy co robić, masa propozycji. Mam nadzieję, że teraz już rozumiecie dlaczego piszę raz na tydzień ;) Ach..treściwy ten post znowu..a u mnie dochodzi juz 2.15 ...czas iść spać!
Ściskam mocno. Niebawem dołaczę więcej zdjęć! Piszcie, czekam na wieści od Was, kochani!

2 komentarze:

Adam pisze...

Pozdrowienia :))) :*

misz pisze...

czekam na Was w Stambule:D