piątek, 2 stycznia 2009

yeni yıl --> Nowy Rok !

Nim się obejrzałam, zaczał się Nowy Rok :) Mam nadzieję, że przyniesie on równie dużo cennych wrażeń jak ten poprzedni ( jako optymistka mam oczywiście nadzieję na jeszcze więcej!:P - czego oczywiście i Wam życzę! )

Ta Turcja strasznie mnie rozleniwiła - krucho u mnie z systematycznością - a tyle się wydarzyło i tyyyyle jest do opowiadania :) Skosztowałam przez ten czas z tuzin tureckich przysmaków o których nam w Polsce się nie śniło, zobaczyłam miejsca które pachną orientem, otarłam się o życie wielkiego miasta ale co najważniejsze dla mnie - nie zgubiłam się i wreszcie znalazłam swoje własne miejsce i priorytety:) Trochę może enigmatycznie to brzmi, ale ...kto ma wiedzieć o co chodzi, ten rozszyfruje;)
Dzięki kochanym Rodzicom Święta spędziłam w Domu. Było co prawda bezśnieżnie ...ale i tak cudnie! :) Tydzień przed wyjazdem do Polski razem z naszym tureckim przyjacielem Atahanem wybraliśmy się na łowy świątecznych prezentów...Byłam w swoim żywiole! Bazar i ja...chłopcy wykazali dużo cierpliwości, tak więc nawiozłam do Domu sporo tureckich specjałów i pamiątek :)
Większość to można powiedzić : tts czyli turecki turystyczny standard...chociaż starałam się jak mogłam , żeby nie była to tandeta... nie wiem co na to obdarowani, ale ja byłam dość z siebie zadowolona....:P
I tutaj mały pamiątkarski przewodnik dla tych, którzy mają problem z wymyśleniem, czym obdarować najbliższych:
oprócz standardowych skór, dywanów i innych wyrobów rękodzielniczych na które zwykle nie stać biednego studenta, można zakupić:
- dla kobiecej części rodziny i znajomych: chusty, w zależności od zasobności portfela: jedwabne, kaszmirowe, bawełniane z różnymi domieszkami - wszystkie ( oprócz standardowych wzorów a'la arafatka) bardzo oryginalne i ładne. W Izmirze i każdym większym mieście są fabryki gdzie tkają unikalne wzory. Bardzo dobry prezent za od 2 do 30 lir. Biżuteria - w Turcji jest naprawdę niedroga - mowa oczywiście nie o tej z naj, najwyższej półki:) Dużo jest rzemieśliników robiących biżuterię na zamówienie albo mających swoje własne galerie. Często można znaleźć na bazarze piękne , orientalne kolczyki z róznorakich kamieni za ok.5 lir...raj, istny raj!:P
- dla mężczyzn - nargila czyli fajka wodna to już standard. Można ją przywieźć z Turcji lub z Egiptu albo innego kraju arabskiego, z tą różnicą że tam nazywają ją sziszą. Fajka mała od 15 lir w górę, teraz sklepikarze się wycwanili i proponują do niej za dodatkowe 5 lir metalowy kuferek
Tytoń - do wyboru, do koloru - ostatnio paliliśmy o smaku cappuccino a do fajki zamiast wody nalaliśmy ...mleka - pyyyycha! Oprócz tego można tu dostać ładnie zdobione scyzoryki albo nawet i miecze i inne "kosy" :P Dla tych, którzy mają zacięcie matematyczno - pokerowe ( tak jak mój dobry kumpel) fajnym prezentem może być tavla - gra planszowa, wyglądem zbliżona do warcab ale z zupełni innymi regułami. Jest to ulubiona, poza bingo, gra Turków. Mężczyźni w średnim wieku potrafią godzinami przesiadywać w tak zwanych lokantach ( gdzie nikt poza nimi nie ma wstępu), palić fajkę i rozgrywać kolejne "mecze". Mój chłopak, który jest znany z dużego poczucia humoru, zaopatrzył męską część swojej rodziny i przyjaciół w tzw. "turecką viagrę" :))))
Jest to specyfik sprzedawany w postaci cukierków albo pakowany w słoiki - ta dziwna mieszanka, która podobno pomaga na potencję to ponad 40 przypraw ze skarmelizowanym miodem. Tradycyjna receptura jest przekazywana z pokolenia na pokolenie a specyfik sprzedają specyficznie ubrani panowie - na głwoie mają kremowy filcowy kapelusz, który mi się kojarzy z czapką smurfów, a całą ich sylwetkę pokrywa bardzo kolorowa szata kojarząca się trochę z dżinem z lampy Alladyna. Trudno nie zauważyć, bo do tego, jak z resztą większość ulicznych sprzedawców, gorąco i GŁOŚNO zachęcają do zakupu!
Z alkoholi - hm... wybór niewielki! :( Piwo efez lub tuborg nie ma szans z naszym życem czy tyskim. Specjałem tutaj jest rakii - anyżowa wódka, podobna do greckiego uzo i czeskiego apsyntu. Turcy piją ją na dwa sposoby, zawsze rozwodnioną i w długich szklankach. zelazny dodatek do potraw z ryby [ izmirscy muzułmanie są bardzo liberalni, nie spotkałam jeszcze nikogo kto by nie pił alkoholu albo nie próbował lub nie chciał spróbować wieprzowiny!]
- dla miłośników kawy dobrym prezentem może być specjalny miedziany dzbanuszek do przygotowaywania kawy po turecku,
- oprócz tego ciekawym i niebanalnym prezentem mogą być:
-->tzw. turkish delights czyli lokum -specyficznie smakujące obsypane cukrem pudrem żelkopodobne sześciany z róźnymi nadzieniami - najbardziej znane i lubiane w Turcji to pistacjowe. Idealne do kawy po turecku.
--> salep - specyficzny napój ze sproszkowanego korzenia storczyka, robiony na mleku i idealny na zimne dni i wieczory. Gotowy posypujemy kardamonem lub cynamonem - nie każdy polubi ale warto spróbować . Dla mnie idealny na leczenie słabego przeziębienia lub na rozgrzewkę :)
--> kasztany - oczywiście te jadalne:) Bardzo dobre prażone a Turcy uwielbiają kandyzowane czyli w specyficznym cukrowym syropie. Warto spróbować ale warto pamiętać o umiarze - bo to mega bomba kaloryczna!!! Ach..z resztą nie znam osoby, która dałaby radę zjeść ich więcej niż pięć.
--> oko proroka - symbol, który chroni przed złym urokiem, przynosi szczęście.
Ufff - to narazie wszystko co mi przyszło do głowy... następnym razem napiszę dlaczego czasem na szyldach jest napisane "kebap" zamiast "kebab", co koniecznie trzeba spróbować będąc w Turcji i jakich gestów używać lub nie , żeby być dobrze zrozumianym.
A na koniec bardzo mądre słowa zaczerpnięte z bloga Beaty Pawlikowskiej na www.oliwkowo.pl ( polecam!!!!!) :
"Jeśli wiesz, co jest dla Ciebie najważniejsze, zabierzesz tę myśl ze sobą w Nowy Rok i będzie stanowiła twoją podporę w chwilach wahania, i parasol na złą pogodę ducha."
@~@

czwartek, 6 listopada 2008

poooozyyytyw i postanowienie poprawy!


Przepraszam wszystkich za te przerwy w pisaniu. Ze Stambułu wróciłam już ładne dwa tygodnie temu, więc wypadałoby się wreszcie odezwać:) Tym bardziej, że zewsząd dochodzą upominające się o to głosy;) Na moje usprawiedliwienie moge tylko napisać, że ...takie jest właśnie życie Erasmuski. Mało czasu i siły przerobowych na regularne wpisy! Za radą Miszki postanowiłam jednak pojawaić się częściej na blogu i pisać choć kilka słów ( jeśli nie mam siły lub czasu na więcej), żebyście o mnie nie zapomnieli, żeby strona żyła swoim życiem i żebyście PRZEDE WSZYSTKIM NIE MYŚLELI, ŻE TO JA O WAS ZAPOMNIAŁAM!!! Coś pusto w skrzynce z komentarzami...i czas to zmienić. Kochani GEOGRAFOWIE, co tam u Was? Jak się macie na tych nowych specjalizacjach??? TURYŚCI DRODZY, jak Wam tam na finiszu naszej słonecznej uczelni? Ile imprez już mi przeszło koło nosa, he? Widzę tylko ciągle zmieniające się opisy u Sylwii i Asi...:) Bracie, obiecuję przesłać Ci niebawem trochę orientu i namacalnych opisów tego czego tutaj uświadczam. Miarki Squadzie i Ziomy z Braniborskiej, co tak cicho u Was???Kota nie ma a myszy harcują;)?? Aniu, dziękuję za krzepiące słowa na gg :* Piotruś, obiecuję, że na dniach pogadamy sobie skejpowo i spokojnie. Dzięki za wyrozumiałość:)
Mam jedną prośbę, czytelnicy moi drodzy, zostawiajcie po sobie czasem ślad. To dla Was stworzyłam tę stronkę. Chcecie wiedzieć coś konkretnego, pytajcie, komentujcie:) Od teraz będę zamieszczać więcej wiadomości praktycznych, tak żebyście mogli poczuć jak tutaj w Turcji jest albo żebyście zdecydowali się kiedyś tutaj przyjechać:)
Narazie jeszcze krótko i osobiście:
Co się działo od czasu ostatniego wpisu? Oooooooooooo!!! Podbiłam Stambuł, podjęłam kulinarne wyzwanie i zrobiłam razem z Magdą prawdziwe "polskie" ruskie pierogi na obczyźnie (eh jak wszyscy się zajadali;P) , miałam "pełną chatę" erasmusowych gości ( wracajcie do nas!!!), zrealizowałam jedno ze swojej dłuuuuuuuugiej listy marzeń ( kto oglądał film "The bucket list"? Warto!) i poszłam w ślady Jacque Cousteau - pierwszy raz zeszłam pod wodę z profejonalnym sprzętem:D Do tego jestem już szczęśliwą posiadaczką Yabancilara Mahsus Ikamet Tezkeresi Turkiye Cumhuriyeti czyli residence permit!!! Tyle w wielkim skrócie. Jutro postaram się powrzucać fotki na picassę i naskrobać więcej o Stambule i scuba diving.

czwartek, 23 października 2008

jedziemy do Stambułu:)!

Udało się po paru małych trudnościach wreszcie dopiąć sprawę i jedziemy dzisiaj w nocy ( o 22.30 wyjazd) do dawnego Konsatynopola :) Wycieczkę załatwiła organizacja studencka ESN przy EGE University. W planie przede wszystkim zwiadzanie miasta - Błękitny Meczet, Pałac Topkapi, Yerebatan Sarnici ("Zatopiony pałac") i Dolmabahce Sarayi...nie wiem tylko co z Hagia Sophią ale myślę, że to żelazny punkt każdej wycieczki i głupio by było jakby nie ujęli jej w swoich planach. Mamy też załatwionego przewodnika - mam nadzieję, że równie dobrego jak po Efezie;) Na zobaczenie miasta mamy 3 pełne dni, więc mam nadzieję chociaż trochę poczuć jego prawdziwy klimat...W niedzielę będziemy pływać promem po Bosforze ( podobno) więc uda się trochę zobaczyć ;) Oprócz tego zaplanowano dla nas inne atrakcje - imprezy z Erasmusami z Stambułu itp. - a ja przy okazji bardzo chcę się spotkać z Miszką i Mateuszem. Może uda mi się ich naciągnąc na spacer i zakupy po największym bazarze świata - w końcu oni na pewno będą wiedzieć co i gdzie warto kupić i zobaczyć ;) Jestem strasznie nakręcona na ten wyjazd. Idę więc czytać przewodnik i popijam gorący salep, bo jestem trochę przeziębiona. A...wiecie, co to jest salep? Ja też nie wiedziałam - kupując jedną saszetkę byłam przekonana,że to jakiś rodzaj tutejszej kawy rozpuszczalnej - a tu proszę: jest to słodki napój ze sproszkowanego korzenia storczyka z dodatkiem cynamonu. Proszek rozpuszcza się w gorącej wodzie lub (chyba) mleku ( tej wersji nie próbowałam jeszcze) i okazuje się, że Turcy leczą nim przeziębienie :D To chyba moja kobieca intuicja tknęła mnie do tego zakupu ;) Smaczny, choć jak większość produktów tutaj - bardzo słodki. W tej chwili jednak ważniejsze jest dla mnie , że dobrze rozgrzewa! Muszę mieć siłę na podbój dawnego Bizancjum;)
Pozdrawiam gorąco, w szczególności moją kuzynkę Magdę - (dziękuję za meilika!) i przesyłam Wam trochę tureckiego słońca, bo słyszałam że macie "psią pogodę". Buziaki :*