wtorek, 14 października 2008

SPA w Çeşme

Wczoraj: Razem z erasmusowską ekipą wyruszyłam na wycieczkę do Çeşme. Po przebojach ze spóźnieniami uczestników i odszukaniem właściwego autobusu, udało nam się dotrzeć na miejsce. Pierwszy raz podróżowałam tureckim otobusem...i musze przyznać, że byłam pod wrażeniem! Niby taki nasz lepszy pks, a ... w środku jest ktoś w rodzaju stewarta, który:
pokazuje które siedzienie możesz zająć, kasuje pieniądze ( 9 YTL), roznosi każdemu wodę ( i tu ciekawostka - nie w butelce, a w takim jakby kubeczku - tak jak jogurt), spryskuje chętnym ręce dla odświeżenia ( płynem na bazie spirytusu, przyjemne uczucie i ładny cytrusowy zapach) i robi inne takie tam podobne rzeczy. Ogólnie przez całą drogę uwija się , żeby tylko zapewnić komfortową jazdę pasażerom :) I niech mi ktoś powie, że Turcja to niecywilizowany kraj...! :)
Jak tylko dotarliśmy na miejsce, zabawnie wyglądający i zachowujący się dziadek wskazał nam drogę na plażę ( oczywiście prywatną). Leżaki mieliśmy za darmo i to chyba by tłumaczyło wysokie ceny w barze...niewyszukana sałatka - 5YTL! Hmm..ale warto było tam pojechać! Plaża i morze super! Co prawda liczyłam, że Morze Egejskie będzie jeszcze ciepłe...ale nie było tragicznie!;) Lazurowa woda cudownie zachęcała do kąpieli, nawet jeśli gęsia skórka na początku mówiła co innego :) Postanowiliśmy więc z Pawłem wbiec do morza mimo wszystko - suuuuper! Niech żałują Ci, którzy zostali na brzegu ;P
Następnie powygrzewałam się trochę na leżaku, dobrze że mnie wczoraj wieczorem nie widzieliście;) Przypominałam Indiankę:D
Cały czas zaczepiały nas tamtejsze zwierzaki. Najpierw przyszedł kot - piękny, zadbany i rozpieszczony i domagał się drapania za uchem, a potem w czasie obiadu, smakołyków ze stołu. Podrapał nawet z tego powodu Magdę, za co został szybko przepędzony przez wspminanego już dziadka;) Był też piesek, burek, który wyłożył sie między naszymi leżakami i "opalał" swój biały brzuszek;)
Po sesji opalania udaliśmy się na spacer plażą w kiernku portu i centrum miasteczka. Zero ludzi - widać, że jest już po sezonie. Mijaliśmy piękne domki letniskowe - wszystkie puste. Jedymi ich mieszkańcami o tej porze są stada kotów. Nawet sobie nie wyobrażaliście ile ich tam było!!!! Z resztą , jak w całej Turcji...
Gdy przechodziliśmy niedaleko molo zauważyliśmy grupę ludzi, kąpiących się zaraz się przy nim...Mieli podejrzanie zadowolone miny, siedzieli w wodzie. Postanowiliśmy to zbadać, bo...nie wygląało to normalnie:P I co się okazało? Że jest to miejsce, gdzie woda ma temeraturę ok. 40 stopni, źródło geotermalne! W żadnym przewodniku o tym nie napisali!
Długo nie trzeba było nas zachęcać - szybko zmieniliśmy gacie i wskoczyliśmy do tego naturalnego jacuzzi. Oj, jak było fajnie! Na dodatek przypłynęlo do nas stado malutkich rybek, które zaczęły przysysać się do naszej skóry i...ją czyścić. Niesamowite uczucie! :) I tak za całkwitą darmochę byłam w SPA;)
Potem, w drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o plac z różnymi przyrządami do ćwiczeń. Świetny pomysł! Taka siłownia na wolnym powietrzu. Można było poćwiczyć różne grupy mięśniowe mając piękny widok na keję i morze...ciekawe czy nas ktoś wpadnie na taki pomysł? AWFiaki - co Wy na to?
Po całym dniu na świeżym powietrzu, na słońcu, czułam się wykończona. Moja skóra pachniała solą. Marzyłam tylko o prysznicu, arbuzie i wygodnym łóżku...
Ps. Śpi się tutaj fantastycznie...każdy to mówi. Ciężko się zwlec z wyra wcześniej niż o 11. Na całe szczęście jutro zaczynam zajęcia, więc skończy się to słodkie lenistwo. Żeby nie było, że nic nie robię - codziennie ćwiczę z chłopakami tzw. szóstkę Weidera. Jestem na dniu 7 :)

Brak komentarzy: