Udało się po paru małych trudnościach wreszcie dopiąć sprawę i jedziemy dzisiaj w nocy ( o 22.30 wyjazd) do dawnego Konsatynopola :) Wycieczkę załatwiła organizacja studencka ESN przy EGE University. W planie przede wszystkim zwiadzanie miasta - Błękitny Meczet, Pałac Topkapi, Yerebatan Sarnici ("Zatopiony pałac") i Dolmabahce Sarayi...nie wiem tylko co z Hagia Sophią ale myślę, że to żelazny punkt każdej wycieczki i głupio by było jakby nie ujęli jej w swoich planach. Mamy też załatwionego przewodnika - mam nadzieję, że równie dobrego jak po Efezie;) Na zobaczenie miasta mamy 3 pełne dni, więc mam nadzieję chociaż trochę poczuć jego prawdziwy klimat...W niedzielę będziemy pływać promem po Bosforze ( podobno) więc uda się trochę zobaczyć ;) Oprócz tego zaplanowano dla nas inne atrakcje - imprezy z Erasmusami z Stambułu itp. - a ja przy okazji bardzo chcę się spotkać z Miszką i Mateuszem. Może uda mi się ich naciągnąc na spacer i zakupy po największym bazarze świata - w końcu oni na pewno będą wiedzieć co i gdzie warto kupić i zobaczyć ;) Jestem strasznie nakręcona na ten wyjazd. Idę więc czytać przewodnik i popijam gorący salep, bo jestem trochę przeziębiona. A...wiecie, co to jest salep? Ja też nie wiedziałam - kupując jedną saszetkę byłam przekonana,że to jakiś rodzaj tutejszej kawy rozpuszczalnej - a tu proszę: jest to słodki napój ze sproszkowanego korzenia storczyka z dodatkiem cynamonu. Proszek rozpuszcza się w gorącej wodzie lub (chyba) mleku ( tej wersji nie próbowałam jeszcze) i okazuje się, że Turcy leczą nim przeziębienie :D To chyba moja kobieca intuicja tknęła mnie do tego zakupu ;) Smaczny, choć jak większość produktów tutaj - bardzo słodki. W tej chwili jednak ważniejsze jest dla mnie , że dobrze rozgrzewa! Muszę mieć siłę na podbój dawnego Bizancjum;)
Pozdrawiam gorąco, w szczególności moją kuzynkę Magdę - (dziękuję za meilika!) i przesyłam Wam trochę tureckiego słońca, bo słyszałam że macie "psią pogodę". Buziaki :*
czwartek, 23 października 2008
niedziela, 19 października 2008
Witam po paru dniach ciszy... Tyle się dzieje, że nie za bardzo był czas pisać :) Jak z resztą niektórzy wiedzą, życie Erasmusa toczy się głównie poza mieszkaniem;)
I tak, w środę ( to już prawie tydzień temu?!) byłam na pierwszym oficjalnym spotkaniu na uczelni. Na tę okoliczność otworzono nawet nowy kampus...żartuje. Akurat tak się trafiło, że była to oficjalna inauguracja roku akademickiego, więc uczelnia aż kipiała od różnorakich bankietów, uroczystych prezentacji nowych budynków i spotkań z Bardzo Ważnymi Uczelnianymi Personami. Był czerwony dywan, kwiaty i cukierki:) Mustafa, który się nami "opiekuje" - jeden ze studentów Yasaru, były erasmus na UW, wyjątkowo plackowaty chłopak - czekał już na nas i towarzyszył nam przez cały dzień. Razem z naszymi opiekunkami z International Office - Ayselin i Oce przespacerowaliśmy się po kampusie - budynek prawa i polibudy się chowają moi drodzy ;). Wszystko brand new, ściany jeszcze pachną farbą. Zajrzałam do jednej z sal i ... trafiłam na studio fotograficzne (!!!) Mają tu wlasne studenckie radio i laboratorium foto - może uda się wkręcić na jakieś zajęcia związane z mediami? :) Poszliśmy tez do wielkiej cafeterii, gdzie znów za free zjedliśmy mega wileki obiad z deserem:) Na koniec " Słowo Boże " od Ayselin ( np. " Pamiętajcie, że w Turcji mało kto przestrzega zasad ruchuu drogowego. Tu jest inaczej - to auto ma pierwszeństwo przed pieszym. A jak już za pewne zauważyliście przejść dla pieszych tu jak na lekarstwo". ) i znów tydzień wolnego. Dopiero dzisiaj byłam na uczelni od tego czasu - i znów za wiele się nie dowiedziałam - tyle co przydzielono nam dwie mentorki - miłe Turczynki, powedziano nam kto jest naszym koordynatorem wydziałowym i ...że jest straszny bałagan z rozkładami zajęć, więc jeszcze nic nie wiadomo na 100%. Podobno lepiej ma byc w przyszłym tygodniu, jak zajęcia już będą trwały ( trochę mi to przypomina nasz cudowny AWF!;)) Na jutro umówiliśmy się z naszym koordynatorem, żeby dograć learnings agreement. Nie chcemy siedzieć znów całego tygodnia w Izmirze - nie to żebym się nudziła, ale szkoda pogody na siedzenie w miejscu ( jest cieeeepło, słonecznie i w sam raz) - więc w czwartek prawdopodobnie zapakujemy się do autokaru wraz z erasmusami z EGE University i pojedziemy na weekend do Stambułu :D !!! Miszka, szykuj się ;))))
W czwartek poszliśmy a polecony bazar z warzywami, owocami i rybami ( bardzo blisko nas, jakieś 10 min spacerkiem). Co tydzień rozkładają na nim stoiska z różnymi smakołykami poukładanymi w idealne stosy. Nie wiem ile to zajmuje tym ludziom, ale podziwiam ich. Komu u nas by się tak chciało? Spójrzcie na fotki - naturalne, zdrowe warzywa i owoce, błyszczące bakłażany, przyprawy, orzechy ( pistacje - mm! - jak mi tyłek urośnie to tylko przez orzechy! ) i uśmiechnięci ludzie. Wszyscy zachęcają do kupna ( a co!), chcą się targować. I tu odniosłam w pierwszej chwili nieświadomy sukces...otórz chcialiśmy bardzo spróbować róznego rodzaju fasoli - jest nas trójka + czasem wpadający na obiad Tomek, więc powiedziałam do Pana Od Fasoli - 1 kg zielonej, 1kg kolorowej i 1kg szparagowej ( zakupy na tydzień lub więcej). CEna 1,25 YTL za jedną - znacznie niższa niż w sklepie ( Tansas). Pomyślałam, że zaprpoponuje cenę 3 YTL za te 3 kg... Pan pokiwał przeczaco głową...a ja dałam mu jeszcze 0,5 liry i zapytałam czy ok. On kiwnąl z niedowierzaniem głową i powiedział, że ok. Dopiero potem Paweł mi uświadomił, ze na kartce było nappisane " 1,25 YTL YARIM" co znaczy 1,25 liry za pół kilo....:D Wytargowałam mniej niż pół ceny;P hehehe...nawet nieświadomie. Obkupiliśmy się strasznie..ale warto ceny znacznie niższe.
Po południu pojechaliśmy na posterunek policji załatwic nasze residence permit. Spotkaliśmy naszych znajomych z Torunia i dzięki nim wszystko poszło szybiutko - wiedzieli do którgo okienka najpierw po pieczatkę, a potem do którego pokoju:) Zabrali nam paszporty na jakieś 2 tygodnie, więc narazie o wypadzie do Grecji możemy tylko pomarzyć ;) Tego samego dnia Bartek ( kolega z Torunia, Erasmus na EGE) opowiedział nam, jak spotkał menadżera Arkas Izmir i dowiedział się, że w klubie zaczyna właśnie grę Piotr Gruszka! Dostaliśmy potem osobiste zaproszenie od naszego siatkarza na mecz! :) Poszliśmy w sobotę - było super. Ekipa ok 20 osób z Polski ( Erasmusy) plus nasi znajomi obcokrajowcy pokazała Tureckiej publiczności jak się kibicuje!!! :) Wszyscy na początku patrzyli na nas ze zdziwieniem, ale potem podłapali i zaczęli klaskać i spiewać razem z nami:) Na koniec Piotrek przyszedł do nas nam podziękować , prezes klubu z resztą też, dostałam autograf i umówiliśmy się na kawę następnego dnia :) Bardzo fajny człowiek, inteligentny i skromny. Na pewno jeszcze nie raz się z nim spotkamy, czy to na meczu , czy bardziej prywatnie ( uuu , jedno z moich marzeń się spełniło;) fanka siatkówki i siatkarzy pije sobie najzwyczajnie kawkę z teraz już swoim znajomym - kapitanem reprezentacji Polski :P )
W międzyczasie - czyli w piątek pojechaliśmy na zorganizowaną przez Yasar wycieczkę do Efezu. Mieliśmy piękną pogodę i najlepszego przewodnika jakiego kiedykolwiek miałam okazję posłuchać. Starszy pan, łudząco podobny do mojego geografa z liceum, z ogromną pasją opowiedział nam niemal o każdej efezkiej ruinie ( dziwnie to trochę brzmi) W żadnym przewodniku, nawet Lonely Planet nie wyczytałabym o takich szczegółach i takich ciekawostek , jakie On nam przedstawił:) Zafascynował mnie. Miejsce magiczne - na chwilkę przeniosłam się do starożytnych czasów Celsusa i Hadriana. Jedyne co zrobiło na mnie negatywne wrażenie to wycieczka jakiś rozwrzeszczanych bab ze Wschodu, które paplały jakby przyszły na herbatkę do znajomej. Masakra - do tego ciąle się na nie natykaliśmy. Brr... ae podobno mieliśmy i tak ogromwne szczęście, że było mało ludzi. NAsz przewodnik powiedział nam, że tego dnia do pobliskiego portu mają zawinąć dwa ogromne promy wycieczkowe z ok. 15 tys. turystów. Hmmm... i co Wy na to? To mnie jeszcze tylko utwierdza w i tak już głębokim przekonaniu, że turystyka masowa nie jest dla mnie. Ani jako dla osoby chcącej jakoś podróżować, ani osoby pracujcej w tym sektorze usług. To jakieś nieporozumienie.Kropka.
Co jeszcze? Integrujemy się w gronie erasmusów coraz bardziej, stajemy się zgraną paczką i w pewnym sensie rodziną zasępczą :) Uczymy się swoich kultur, języków i gier. Dzisiaj siedzieliśmy cały wieczór grając w tavlę - turecka gra planszowa i karty - "Osioł" lub jak kto woli " donkey" zrobił furrorę :D
A czy ja w ogóle przedstawiłam moich Erasmusów? Chyba nie... co prawda na zdjęciach są podpisani, ale krótko ich opiszę:
Pawła i Michała nie muszę za bardzo przedstawiać - z nimi studiuję we Wro , z nimi tu mieszkam i ronie praktycznie wszystko;)
Tomek , Magda i Rafał to Warszawiacy, świetni ludzie! Tomek mieszka jakieś 10 min od nas, często u nas przesiaduje, a mieszka z dwoma Słowaczkami - Radką i Gabrielą ( dziewczyny jak narazie integrują się głównie z Turkami ;P ). Magda i Rafał są parą - dwa lata młodni ode mnie. Studiują marketing i zarządzanie, tak jak Tomek ( tylko on na 5 roku).
DAlej mamy dwoje Węgrów : Emese i Gabora. Geografowie, będziemy razem na wydziale. Bardzo pozytywni i sympatyczni. Mieszkają osobno na dwóch końcach miasta, bo nie są parą :P Gabor jest ogromnym, zwalistym facetem, swietnie gra w kosza i bardzo fajnie się z nim gada. Emese , której imienia na poczatku nie mogłam zapamiętac , jest świetna. Bardzo ciekawa osoba. Naszym słoneczkiem tutaj jest rudowłosa Maja, Słowenka, która cały czas gada i się śmieje. Mieszka z turecką rdziną i czasem zabiera na imprezy swoją współlokatorkę Turczynke, która piję wódkę jak smok ;P ( na jednej z imprez pokazała klasę ;P) - nie żebyśmy się tutaj alkoholizowali strasznie - trunki są tu strasznie drogie, a piwo nam nie smakuje....przynajmniej mnie ( uprzedzam pytanie mojej Mamy ;) ) Ta impreza była jednorazowa, zapoznawczo - integracyjna:)
Dalej mamy jeszcze dwóch chłopaków z Uniwersytetu Rzeszowskiego - inż Łukasza i Grześka. Mega pozytywni, bardzo sympatyczni :). Acha...są jeszcze Czesi - Pavel i Jan. Niestety wolą gry komputerowe niż nasze towarzystwo, więc...niech żałują ;) CZęsto psotykamy się tutaj z naszymi znajomymi z pierwszej imprezy ( tej na której zgubiłam komórkę z polskim numerem) - Bartkiem i Dorotą z Torunia , Onurem , Mustafą . Dzisiaj był u nas jeszcze wspólokator Łukasza i Grześka - Tuna ( tak , tuna , jak tńczyk ;P) . Grono znajomych z dnia na dzień się bardzo poszerza. Cały czas mamy co robić, masa propozycji. Mam nadzieję, że teraz już rozumiecie dlaczego piszę raz na tydzień ;) Ach..treściwy ten post znowu..a u mnie dochodzi juz 2.15 ...czas iść spać!
Ściskam mocno. Niebawem dołaczę więcej zdjęć! Piszcie, czekam na wieści od Was, kochani!
I tak, w środę ( to już prawie tydzień temu?!) byłam na pierwszym oficjalnym spotkaniu na uczelni. Na tę okoliczność otworzono nawet nowy kampus...żartuje. Akurat tak się trafiło, że była to oficjalna inauguracja roku akademickiego, więc uczelnia aż kipiała od różnorakich bankietów, uroczystych prezentacji nowych budynków i spotkań z Bardzo Ważnymi Uczelnianymi Personami. Był czerwony dywan, kwiaty i cukierki:) Mustafa, który się nami "opiekuje" - jeden ze studentów Yasaru, były erasmus na UW, wyjątkowo plackowaty chłopak - czekał już na nas i towarzyszył nam przez cały dzień. Razem z naszymi opiekunkami z International Office - Ayselin i Oce przespacerowaliśmy się po kampusie - budynek prawa i polibudy się chowają moi drodzy ;). Wszystko brand new, ściany jeszcze pachną farbą. Zajrzałam do jednej z sal i ... trafiłam na studio fotograficzne (!!!) Mają tu wlasne studenckie radio i laboratorium foto - może uda się wkręcić na jakieś zajęcia związane z mediami? :) Poszliśmy tez do wielkiej cafeterii, gdzie znów za free zjedliśmy mega wileki obiad z deserem:) Na koniec " Słowo Boże " od Ayselin ( np. " Pamiętajcie, że w Turcji mało kto przestrzega zasad ruchuu drogowego. Tu jest inaczej - to auto ma pierwszeństwo przed pieszym. A jak już za pewne zauważyliście przejść dla pieszych tu jak na lekarstwo". ) i znów tydzień wolnego. Dopiero dzisiaj byłam na uczelni od tego czasu - i znów za wiele się nie dowiedziałam - tyle co przydzielono nam dwie mentorki - miłe Turczynki, powedziano nam kto jest naszym koordynatorem wydziałowym i ...że jest straszny bałagan z rozkładami zajęć, więc jeszcze nic nie wiadomo na 100%. Podobno lepiej ma byc w przyszłym tygodniu, jak zajęcia już będą trwały ( trochę mi to przypomina nasz cudowny AWF!;)) Na jutro umówiliśmy się z naszym koordynatorem, żeby dograć learnings agreement. Nie chcemy siedzieć znów całego tygodnia w Izmirze - nie to żebym się nudziła, ale szkoda pogody na siedzenie w miejscu ( jest cieeeepło, słonecznie i w sam raz) - więc w czwartek prawdopodobnie zapakujemy się do autokaru wraz z erasmusami z EGE University i pojedziemy na weekend do Stambułu :D !!! Miszka, szykuj się ;))))
W czwartek poszliśmy a polecony bazar z warzywami, owocami i rybami ( bardzo blisko nas, jakieś 10 min spacerkiem). Co tydzień rozkładają na nim stoiska z różnymi smakołykami poukładanymi w idealne stosy. Nie wiem ile to zajmuje tym ludziom, ale podziwiam ich. Komu u nas by się tak chciało? Spójrzcie na fotki - naturalne, zdrowe warzywa i owoce, błyszczące bakłażany, przyprawy, orzechy ( pistacje - mm! - jak mi tyłek urośnie to tylko przez orzechy! ) i uśmiechnięci ludzie. Wszyscy zachęcają do kupna ( a co!), chcą się targować. I tu odniosłam w pierwszej chwili nieświadomy sukces...otórz chcialiśmy bardzo spróbować róznego rodzaju fasoli - jest nas trójka + czasem wpadający na obiad Tomek, więc powiedziałam do Pana Od Fasoli - 1 kg zielonej, 1kg kolorowej i 1kg szparagowej ( zakupy na tydzień lub więcej). CEna 1,25 YTL za jedną - znacznie niższa niż w sklepie ( Tansas). Pomyślałam, że zaprpoponuje cenę 3 YTL za te 3 kg... Pan pokiwał przeczaco głową...a ja dałam mu jeszcze 0,5 liry i zapytałam czy ok. On kiwnąl z niedowierzaniem głową i powiedział, że ok. Dopiero potem Paweł mi uświadomił, ze na kartce było nappisane " 1,25 YTL YARIM" co znaczy 1,25 liry za pół kilo....:D Wytargowałam mniej niż pół ceny;P hehehe...nawet nieświadomie. Obkupiliśmy się strasznie..ale warto ceny znacznie niższe.
Po południu pojechaliśmy na posterunek policji załatwic nasze residence permit. Spotkaliśmy naszych znajomych z Torunia i dzięki nim wszystko poszło szybiutko - wiedzieli do którgo okienka najpierw po pieczatkę, a potem do którego pokoju:) Zabrali nam paszporty na jakieś 2 tygodnie, więc narazie o wypadzie do Grecji możemy tylko pomarzyć ;) Tego samego dnia Bartek ( kolega z Torunia, Erasmus na EGE) opowiedział nam, jak spotkał menadżera Arkas Izmir i dowiedział się, że w klubie zaczyna właśnie grę Piotr Gruszka! Dostaliśmy potem osobiste zaproszenie od naszego siatkarza na mecz! :) Poszliśmy w sobotę - było super. Ekipa ok 20 osób z Polski ( Erasmusy) plus nasi znajomi obcokrajowcy pokazała Tureckiej publiczności jak się kibicuje!!! :) Wszyscy na początku patrzyli na nas ze zdziwieniem, ale potem podłapali i zaczęli klaskać i spiewać razem z nami:) Na koniec Piotrek przyszedł do nas nam podziękować , prezes klubu z resztą też, dostałam autograf i umówiliśmy się na kawę następnego dnia :) Bardzo fajny człowiek, inteligentny i skromny. Na pewno jeszcze nie raz się z nim spotkamy, czy to na meczu , czy bardziej prywatnie ( uuu , jedno z moich marzeń się spełniło;) fanka siatkówki i siatkarzy pije sobie najzwyczajnie kawkę z teraz już swoim znajomym - kapitanem reprezentacji Polski :P )
W międzyczasie - czyli w piątek pojechaliśmy na zorganizowaną przez Yasar wycieczkę do Efezu. Mieliśmy piękną pogodę i najlepszego przewodnika jakiego kiedykolwiek miałam okazję posłuchać. Starszy pan, łudząco podobny do mojego geografa z liceum, z ogromną pasją opowiedział nam niemal o każdej efezkiej ruinie ( dziwnie to trochę brzmi) W żadnym przewodniku, nawet Lonely Planet nie wyczytałabym o takich szczegółach i takich ciekawostek , jakie On nam przedstawił:) Zafascynował mnie. Miejsce magiczne - na chwilkę przeniosłam się do starożytnych czasów Celsusa i Hadriana. Jedyne co zrobiło na mnie negatywne wrażenie to wycieczka jakiś rozwrzeszczanych bab ze Wschodu, które paplały jakby przyszły na herbatkę do znajomej. Masakra - do tego ciąle się na nie natykaliśmy. Brr... ae podobno mieliśmy i tak ogromwne szczęście, że było mało ludzi. NAsz przewodnik powiedział nam, że tego dnia do pobliskiego portu mają zawinąć dwa ogromne promy wycieczkowe z ok. 15 tys. turystów. Hmmm... i co Wy na to? To mnie jeszcze tylko utwierdza w i tak już głębokim przekonaniu, że turystyka masowa nie jest dla mnie. Ani jako dla osoby chcącej jakoś podróżować, ani osoby pracujcej w tym sektorze usług. To jakieś nieporozumienie.Kropka.
Co jeszcze? Integrujemy się w gronie erasmusów coraz bardziej, stajemy się zgraną paczką i w pewnym sensie rodziną zasępczą :) Uczymy się swoich kultur, języków i gier. Dzisiaj siedzieliśmy cały wieczór grając w tavlę - turecka gra planszowa i karty - "Osioł" lub jak kto woli " donkey" zrobił furrorę :D
A czy ja w ogóle przedstawiłam moich Erasmusów? Chyba nie... co prawda na zdjęciach są podpisani, ale krótko ich opiszę:
Pawła i Michała nie muszę za bardzo przedstawiać - z nimi studiuję we Wro , z nimi tu mieszkam i ronie praktycznie wszystko;)
Tomek , Magda i Rafał to Warszawiacy, świetni ludzie! Tomek mieszka jakieś 10 min od nas, często u nas przesiaduje, a mieszka z dwoma Słowaczkami - Radką i Gabrielą ( dziewczyny jak narazie integrują się głównie z Turkami ;P ). Magda i Rafał są parą - dwa lata młodni ode mnie. Studiują marketing i zarządzanie, tak jak Tomek ( tylko on na 5 roku).
DAlej mamy dwoje Węgrów : Emese i Gabora. Geografowie, będziemy razem na wydziale. Bardzo pozytywni i sympatyczni. Mieszkają osobno na dwóch końcach miasta, bo nie są parą :P Gabor jest ogromnym, zwalistym facetem, swietnie gra w kosza i bardzo fajnie się z nim gada. Emese , której imienia na poczatku nie mogłam zapamiętac , jest świetna. Bardzo ciekawa osoba. Naszym słoneczkiem tutaj jest rudowłosa Maja, Słowenka, która cały czas gada i się śmieje. Mieszka z turecką rdziną i czasem zabiera na imprezy swoją współlokatorkę Turczynke, która piję wódkę jak smok ;P ( na jednej z imprez pokazała klasę ;P) - nie żebyśmy się tutaj alkoholizowali strasznie - trunki są tu strasznie drogie, a piwo nam nie smakuje....przynajmniej mnie ( uprzedzam pytanie mojej Mamy ;) ) Ta impreza była jednorazowa, zapoznawczo - integracyjna:)
Dalej mamy jeszcze dwóch chłopaków z Uniwersytetu Rzeszowskiego - inż Łukasza i Grześka. Mega pozytywni, bardzo sympatyczni :). Acha...są jeszcze Czesi - Pavel i Jan. Niestety wolą gry komputerowe niż nasze towarzystwo, więc...niech żałują ;) CZęsto psotykamy się tutaj z naszymi znajomymi z pierwszej imprezy ( tej na której zgubiłam komórkę z polskim numerem) - Bartkiem i Dorotą z Torunia , Onurem , Mustafą . Dzisiaj był u nas jeszcze wspólokator Łukasza i Grześka - Tuna ( tak , tuna , jak tńczyk ;P) . Grono znajomych z dnia na dzień się bardzo poszerza. Cały czas mamy co robić, masa propozycji. Mam nadzieję, że teraz już rozumiecie dlaczego piszę raz na tydzień ;) Ach..treściwy ten post znowu..a u mnie dochodzi juz 2.15 ...czas iść spać!
Ściskam mocno. Niebawem dołaczę więcej zdjęć! Piszcie, czekam na wieści od Was, kochani!
wtorek, 14 października 2008
Bad day
Dzisiaj mam zły dzień. Nie czuję się najlepiej - ale spokojnie nic poważnego, żadne tam udary i inne takie. Czasem tak jest - budzisz się i wiesz, że z takim samopoczuciem wiele nie zdziałasz. No i właśnie ja tak mam. Dlatego też, wolałam dzisiaj pobyć sama, wyciszyć się. Nie udało mi się niestety uniknąć spięć...no ale o tym tu pisać nie będę.
Znajomi Erasmusi siedzą teraz gdzieś w knajpce i popalają nargile...a ja uzupełniam zaległości blogowe, meilowe itp. Myślami teraz jestem w Polsce...przy Marcie. Strasznie bym chciała być dzisiaj przy Niej.
Ola ( dla mnie zawsze zostanie Wnuczką;) ) napisała mi dzisiaj na n-k, czy tęsknię. JASNE, że TESKNIĘ. I to bardzo, zwłaszcza jak sobie pomyślę ile jeszcze nie będę Was wszystkich widziała!!!!!!!! Eh.,.no i wyszedł mi sentymentalny post...
Ściskam Was w myślach. Dziękuję moim Ziomoom z Braniborskastrasse za...one wiedzą co. : *
Znajomi Erasmusi siedzą teraz gdzieś w knajpce i popalają nargile...a ja uzupełniam zaległości blogowe, meilowe itp. Myślami teraz jestem w Polsce...przy Marcie. Strasznie bym chciała być dzisiaj przy Niej.
Ola ( dla mnie zawsze zostanie Wnuczką;) ) napisała mi dzisiaj na n-k, czy tęsknię. JASNE, że TESKNIĘ. I to bardzo, zwłaszcza jak sobie pomyślę ile jeszcze nie będę Was wszystkich widziała!!!!!!!! Eh.,.no i wyszedł mi sentymentalny post...
Ściskam Was w myślach. Dziękuję moim Ziomoom z Braniborskastrasse za...one wiedzą co. : *
SPA w Çeşme
Wczoraj: Razem z erasmusowską ekipą wyruszyłam na wycieczkę do Çeşme. Po przebojach ze spóźnieniami uczestników i odszukaniem właściwego autobusu, udało nam się dotrzeć na miejsce. Pierwszy raz podróżowałam tureckim otobusem...i musze przyznać, że byłam pod wrażeniem! Niby taki nasz lepszy pks, a ... w środku jest ktoś w rodzaju stewarta, który:
pokazuje które siedzienie możesz zająć, kasuje pieniądze ( 9 YTL), roznosi każdemu wodę ( i tu ciekawostka - nie w butelce, a w takim jakby kubeczku - tak jak jogurt), spryskuje chętnym ręce dla odświeżenia ( płynem na bazie spirytusu, przyjemne uczucie i ładny cytrusowy zapach) i robi inne takie tam podobne rzeczy. Ogólnie przez całą drogę uwija się , żeby tylko zapewnić komfortową jazdę pasażerom :) I niech mi ktoś powie, że Turcja to niecywilizowany kraj...! :)
Jak tylko dotarliśmy na miejsce, zabawnie wyglądający i zachowujący się dziadek wskazał nam drogę na plażę ( oczywiście prywatną). Leżaki mieliśmy za darmo i to chyba by tłumaczyło wysokie ceny w barze...niewyszukana sałatka - 5YTL! Hmm..ale warto było tam pojechać! Plaża i morze super! Co prawda liczyłam, że Morze Egejskie będzie jeszcze ciepłe...ale nie było tragicznie!;) Lazurowa woda cudownie zachęcała do kąpieli, nawet jeśli gęsia skórka na początku mówiła co innego :) Postanowiliśmy więc z Pawłem wbiec do morza mimo wszystko - suuuuper! Niech żałują Ci, którzy zostali na brzegu ;P
Następnie powygrzewałam się trochę na leżaku, dobrze że mnie wczoraj wieczorem nie widzieliście;) Przypominałam Indiankę:D
Cały czas zaczepiały nas tamtejsze zwierzaki. Najpierw przyszedł kot - piękny, zadbany i rozpieszczony i domagał się drapania za uchem, a potem w czasie obiadu, smakołyków ze stołu. Podrapał nawet z tego powodu Magdę, za co został szybko przepędzony przez wspminanego już dziadka;) Był też piesek, burek, który wyłożył sie między naszymi leżakami i "opalał" swój biały brzuszek;)
Po sesji opalania udaliśmy się na spacer plażą w kiernku portu i centrum miasteczka. Zero ludzi - widać, że jest już po sezonie. Mijaliśmy piękne domki letniskowe - wszystkie puste. Jedymi ich mieszkańcami o tej porze są stada kotów. Nawet sobie nie wyobrażaliście ile ich tam było!!!! Z resztą , jak w całej Turcji...
Gdy przechodziliśmy niedaleko molo zauważyliśmy grupę ludzi, kąpiących się zaraz się przy nim...Mieli podejrzanie zadowolone miny, siedzieli w wodzie. Postanowiliśmy to zbadać, bo...nie wygląało to normalnie:P I co się okazało? Że jest to miejsce, gdzie woda ma temeraturę ok. 40 stopni, źródło geotermalne! W żadnym przewodniku o tym nie napisali!
Długo nie trzeba było nas zachęcać - szybko zmieniliśmy gacie i wskoczyliśmy do tego naturalnego jacuzzi. Oj, jak było fajnie! Na dodatek przypłynęlo do nas stado malutkich rybek, które zaczęły przysysać się do naszej skóry i...ją czyścić. Niesamowite uczucie! :) I tak za całkwitą darmochę byłam w SPA;)
Potem, w drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o plac z różnymi przyrządami do ćwiczeń. Świetny pomysł! Taka siłownia na wolnym powietrzu. Można było poćwiczyć różne grupy mięśniowe mając piękny widok na keję i morze...ciekawe czy nas ktoś wpadnie na taki pomysł? AWFiaki - co Wy na to?
Po całym dniu na świeżym powietrzu, na słońcu, czułam się wykończona. Moja skóra pachniała solą. Marzyłam tylko o prysznicu, arbuzie i wygodnym łóżku...
Ps. Śpi się tutaj fantastycznie...każdy to mówi. Ciężko się zwlec z wyra wcześniej niż o 11. Na całe szczęście jutro zaczynam zajęcia, więc skończy się to słodkie lenistwo. Żeby nie było, że nic nie robię - codziennie ćwiczę z chłopakami tzw. szóstkę Weidera. Jestem na dniu 7 :)
pokazuje które siedzienie możesz zająć, kasuje pieniądze ( 9 YTL), roznosi każdemu wodę ( i tu ciekawostka - nie w butelce, a w takim jakby kubeczku - tak jak jogurt), spryskuje chętnym ręce dla odświeżenia ( płynem na bazie spirytusu, przyjemne uczucie i ładny cytrusowy zapach) i robi inne takie tam podobne rzeczy. Ogólnie przez całą drogę uwija się , żeby tylko zapewnić komfortową jazdę pasażerom :) I niech mi ktoś powie, że Turcja to niecywilizowany kraj...! :)
Jak tylko dotarliśmy na miejsce, zabawnie wyglądający i zachowujący się dziadek wskazał nam drogę na plażę ( oczywiście prywatną). Leżaki mieliśmy za darmo i to chyba by tłumaczyło wysokie ceny w barze...niewyszukana sałatka - 5YTL! Hmm..ale warto było tam pojechać! Plaża i morze super! Co prawda liczyłam, że Morze Egejskie będzie jeszcze ciepłe...ale nie było tragicznie!;) Lazurowa woda cudownie zachęcała do kąpieli, nawet jeśli gęsia skórka na początku mówiła co innego :) Postanowiliśmy więc z Pawłem wbiec do morza mimo wszystko - suuuuper! Niech żałują Ci, którzy zostali na brzegu ;P
Następnie powygrzewałam się trochę na leżaku, dobrze że mnie wczoraj wieczorem nie widzieliście;) Przypominałam Indiankę:D
Cały czas zaczepiały nas tamtejsze zwierzaki. Najpierw przyszedł kot - piękny, zadbany i rozpieszczony i domagał się drapania za uchem, a potem w czasie obiadu, smakołyków ze stołu. Podrapał nawet z tego powodu Magdę, za co został szybko przepędzony przez wspminanego już dziadka;) Był też piesek, burek, który wyłożył sie między naszymi leżakami i "opalał" swój biały brzuszek;)
Po sesji opalania udaliśmy się na spacer plażą w kiernku portu i centrum miasteczka. Zero ludzi - widać, że jest już po sezonie. Mijaliśmy piękne domki letniskowe - wszystkie puste. Jedymi ich mieszkańcami o tej porze są stada kotów. Nawet sobie nie wyobrażaliście ile ich tam było!!!! Z resztą , jak w całej Turcji...
Gdy przechodziliśmy niedaleko molo zauważyliśmy grupę ludzi, kąpiących się zaraz się przy nim...Mieli podejrzanie zadowolone miny, siedzieli w wodzie. Postanowiliśmy to zbadać, bo...nie wygląało to normalnie:P I co się okazało? Że jest to miejsce, gdzie woda ma temeraturę ok. 40 stopni, źródło geotermalne! W żadnym przewodniku o tym nie napisali!
Długo nie trzeba było nas zachęcać - szybko zmieniliśmy gacie i wskoczyliśmy do tego naturalnego jacuzzi. Oj, jak było fajnie! Na dodatek przypłynęlo do nas stado malutkich rybek, które zaczęły przysysać się do naszej skóry i...ją czyścić. Niesamowite uczucie! :) I tak za całkwitą darmochę byłam w SPA;)
Potem, w drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o plac z różnymi przyrządami do ćwiczeń. Świetny pomysł! Taka siłownia na wolnym powietrzu. Można było poćwiczyć różne grupy mięśniowe mając piękny widok na keję i morze...ciekawe czy nas ktoś wpadnie na taki pomysł? AWFiaki - co Wy na to?
Po całym dniu na świeżym powietrzu, na słońcu, czułam się wykończona. Moja skóra pachniała solą. Marzyłam tylko o prysznicu, arbuzie i wygodnym łóżku...
Ps. Śpi się tutaj fantastycznie...każdy to mówi. Ciężko się zwlec z wyra wcześniej niż o 11. Na całe szczęście jutro zaczynam zajęcia, więc skończy się to słodkie lenistwo. Żeby nie było, że nic nie robię - codziennie ćwiczę z chłopakami tzw. szóstkę Weidera. Jestem na dniu 7 :)
niedziela, 12 października 2008
jestem!
uff...Nie dam rady dzisiaj napisać za dużo. Jestem bardzo zmęczona, próbuję ogarnąc wszystko co się wokól mnie dzieje. Dajcie mi jeszcze chwilkę i jak się tylko otrząsnę z nadmiaru wrażeń, obiecuję pisać i pisać :) Internet mam dopiero od wczoraj - stąd też ta "cisza w eterze", tudzież sieci :)
Dzisiaj poznałam reszte yasarskich erasmusów - fajna ekipa, ludzie z Węgier, Słowenii, Czech i aż ośmiro ( w tym ja) z Polski. Jutro organizuję ( tak ja we własnej osobie) wyprawę do Cesme - pobliskiego kurortu ( hmm...80 km od Izmiru).. Będziemy smażyć się na pięknej plaży ( nasi znajomi Turcy kręcą z niedowierzaniem glowami ,bo dla nich to już prawie zima! :O ) i zażywać kąpieli :D . Biorę aparat, więc zdjęcia na pewno zobaczycie.
A tak poza tematem: Siedzę w naszym livingroomie z moimi dwoma kumplami i chłopakiem, uzupełniam bloga, fotki i odpisuję na meile...a oni ? Oni grają w "Heroes coś tam coś tam" ( wiem - teraz cała męska część moich znajomych ma ze mnie niezły ubaw:P ) i są tak niesamowicie zaangażowani w to co robią:D np. Paweł przed chwilą: "Będę miał budynek, będe miał zameczek" albo i mniej cenzuralne stwierdzenia:P
Tak czy inaczej jest super!
I tym pozytywnym akcentem kończe i szykuję się do spania. Dobranoc!
Dzisiaj poznałam reszte yasarskich erasmusów - fajna ekipa, ludzie z Węgier, Słowenii, Czech i aż ośmiro ( w tym ja) z Polski. Jutro organizuję ( tak ja we własnej osobie) wyprawę do Cesme - pobliskiego kurortu ( hmm...80 km od Izmiru).. Będziemy smażyć się na pięknej plaży ( nasi znajomi Turcy kręcą z niedowierzaniem glowami ,bo dla nich to już prawie zima! :O ) i zażywać kąpieli :D . Biorę aparat, więc zdjęcia na pewno zobaczycie.
A tak poza tematem: Siedzę w naszym livingroomie z moimi dwoma kumplami i chłopakiem, uzupełniam bloga, fotki i odpisuję na meile...a oni ? Oni grają w "Heroes coś tam coś tam" ( wiem - teraz cała męska część moich znajomych ma ze mnie niezły ubaw:P ) i są tak niesamowicie zaangażowani w to co robią:D np. Paweł przed chwilą: "Będę miał budynek, będe miał zameczek" albo i mniej cenzuralne stwierdzenia:P
Tak czy inaczej jest super!
I tym pozytywnym akcentem kończe i szykuję się do spania. Dobranoc!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
